|
"Cieszy mnie, kiedy widzę masowe podejmowanie idiotycznych decyzji inwestycyjnych na podstawie lektury gazet. Inaczej mówiąc, teraz wierzę, że fakt, iż ludzie czytaja takie informacje, przyczyni się do tego, że nadal będę mógł pracować w bardzo rozrywkowym biznesie, jakim jest sprzedawanie opcji ludziom nieświadomym znaczenia przypadku".
Nassim N. Taleb
![]() |
Blog > Komentarze do wpisu
Ludzie listy piszą
Listy do inwestorów mają bogatą historię. Jednym z najbardziej znanych przykładów sztuki epistolograficznej skierowanej do udziałowców jest coroczny raport z działalności Berkshire Hathaway kierowanego przez W. Buffetta. Buffett konsekwentnie omawia każdy rok działania, zwracając uwagę zarówno na sukcesy, zagrożenia, jak i wpadki. Innym rodzajem listów, są te skierowane do inwestorów podczas kłopotów - czyli w momencie, gdy fundusze tracą znaczne kwoty. Tu w ostatnich trzech latach mieliśmy prawdziwy festiwal literatury (jednym z pierwszych był Amaranth Advisors (bankructwo w 2006), choć sporo pojawiło się na przełomie 2007/2008 roku, gdy bankrutowały kolejne wielkie fundusze prywatne czyli fundusze hedge.
Częścią wspólną, która łączy tę literaturę są niemal zawsze przeprosiny oraz zwrócenie uwagi na serię niefortunnych i nieprawdopodobnych zdarzeń, których nie uwzględnili zarządzający, a jakie wystąpiły na rynkach.
Do grona klasyków tej literatury wchodzi właśnie raport kwartalny wysłany do klientów OPERA FIZ, napisany osobiście przez prezesa TFI OPERA Macieja Kwiatkowskiego. Raport (a właściwie list) jest bardzo emocjonalny, czym wpisuje się w tradycję korespondencji do inwestorów, jednak poza emocjonalnym aspektem (niesłychanie ważnym) moją uwagę zwróciło kilka innych elementów. Pozwolę sobie dodać BARDZO SUBIEKTYWNY komentarz, a może nawet próbę interpretacji co autor miał na myśli „Bezpośrednich przyczyn naszej porażki jest kilka:- Obstawianie dalszych spadków po październikowym krachu na polskiej giełdzie. Zostaliśmy praktycznie poza rynkiem, z bardzo niewielkim zaangażowaniem. Wbrew naszym przewidywaniom od tego czasu indeks WIG20 urósł ok. 20 % odrabiając część strat. My nie.” Przypomnę, że założyciele funduszu cały czas sugerowali „niebenchmarkowość” funduszu i możliwości zarabiania na wielu rynkach, niezależnie od koniunktury. Tym jednym zdaniem przyznają wprost, że głównym rynkiem działań jest rynek polski z nastawieniem pro wzrostowym, czyli klasyczny fundusz akcji. “- Kompletnie zawiódł „hedging”, czyli zabezpieczenie pozycji. Zgodnie z naszymi prognozami i przyjętą strategią staraliśmy się chociaż częściowo zabezpieczać inwestycje na rynku akcji, innymi inwestycjami, które zwykle zachowują się odwrotnie. Dobrym przykładem jest złoto, którym zabezpieczaliśmy w październiku znaczną część naszego portfela. Tymczasem w ciągu jednego dnia października zarówno złoto, jak i akcje spadły o 10%. W efekcie straty sumowały się zamiast kompensować.” To dla mnie najbardziej szokujący akapit. Granie na rynku akcji przeciw rynkom ZWYKLE odwrotnie skorelowanym, to nie jest zabezpieczanie. Możemy nazwać to transakcjami spreadowymi, arbitrażowymi, ale nie zabezpieczaniem. W czasach krachów taka strategia ogromnie zawodzi. Opisywał to cytowany przeze mnie wcześniej Bookstaber. „Błędy takie jak te wpisane są w zawód zarządzającego funduszem - zawód w dużej mierze oparty na przewidywaniu przyszłości. Niestety w tym kwartale splot niekorzystnych dla nas wydarzeń był aż nieprawdopodobny”. Z tezą o przewidywaniu przyszłości nie będę polemizował. Każdy ma swoje podejście do rynku. Zaś splot nieprawdopodobnych zdarzeń to klasyka tłumaczenia w listach do inwestorów. Krótko mówiąc czarny łabądź zaatakował po raz kolejny. „Podane wyżej czynniki to jedynie bezpośrednie przyczyny sytuacji. Faktyczny problem to niestety egzekucja - czyli realizacja przyjętej strategii. Przypomnę, że na początku tego roku, jako jedyni z naprawdę nielicznych spodziewaliśmy się prawdziwej katastrofy na rynku. Także na koniec września byliśmy sceptycznie nastawieni do koniunktury. Zresztą sami Państwo zwracacie mi na to uwagę - jak przy tak trafnych przewidywaniach można było tyle stracić. Jak się okazało nie wystarczy przewidzieć przyszłości - trzeba jeszcze umieć to przewidywanie wykorzystać”. Czyli jednak nie przewidywanie, a to o czym powtarza wielu ZARZĄDZANIE RYZYKIEM ! „Błędem było także niestety zbytnie delegowanie decyzji inwestycyjnych. W zwykłych czasach jest to dobra i słuszna metoda: nie można żądać od nikogo samodzielności i zaangażowania bez pozostawienia sporego stopnia swobody, bez zaufania. Niestety rok 2008 to nie były zwykłe czasy”. To kolejny szokujący dla mnie akapit. Rozumiem, go bowiem tak, że w firmie nie istniał zarządzający ryzykiem. Który nie ma „ufać” traderom, tylko pilnować globalnego ryzyka, żeby firma się nie przewróciła. „Jestem wyzywany przez niektórych z Państwa od bufonów i baranów. [...] Co do baranów, [...]zgoda, zachowywaliśmy się w minionym roku jak kompletne barany. A propos bufonady i zarozumiałości, to taka postawa medialna to w miarę oczywista taktyka marketingowa dla ludzi, którzy rzucili wyzwanie całemu sektorowi” Nie wiem czy to taktyka w miarę oczywista. Dla mnie w miarę oczywiste było, że w momencie strat (a zarządzajacy funduszem wysokiego ryzyka powinien się liczyć z tym, że kiedyś „oberwie” ponadprzeciętnie od rynku) pewność siebie i buta zbierze ogromnie negatywne żniwo. Być może na skromności też można budować niezły biznes. I jeszcze komentarz końcowy. Od początku kibicowałem Operze. Uznałem, że faktycznie wreszcie ktoś z naszego instytucjonalnego świata funduszy pokazał, że jest twardzielem i otworzył własny biznes. Dodatkowo w kierunku, który mnie od lat najbardziej fascynuje i interesuje. Niestety w miarę kolejnych działań, publikowania wyników (moich własnych analiz ilościowych) okazywało się, że zbyt wiele to były tylko marketingowe sztuczki . Niestety taki los pioniera, że w momencie problemów będzie poddany zmasowanej krytyce.
PS. Na stronie bazowej, jako suplement zamieściłem fragmenty listów kilku funduszy hedge (ang) czwartek, 08 stycznia 2009, zalewski.grzegorz
Komentarze
vor_tex
2009/01/08 09:59:02
A jak sobie poradzili twoi Klienci jestem ciekaw? Daj prosze przyklady pozytywnego w skutkach wykorzystania twoich analiz. Wtedy bedziemy wiedzieli czy znasz sie na rzeczy
2009/01/08 10:22:28
"Dobrym przykładem jest złoto, którym zabezpieczaliśmy w październiku znaczną część naszego portfela" -- tak zwany texas hedge, panowie specjalisci, hehehe...
2009/01/08 11:12:05
przeciez grzesiek pisze, ze nie doradza ani nie robi dla klientow. jak ktos dobry, to po co ma dla innych robic? poza tym chodzi o to, ze chwala sie ze przewidzieli kryzys a na tym stracili - rozdwojenie ??
2009/01/08 11:47:51
Chłopaki z Opery niestety koniecznie chcieli się odkuć, żeby odzyskać reputację, ale niestety im się to nie udało. Wtopili ponad 50% w ciągu jednego kwartału (w czasie kiedy giełda odrabiała straty).
Na szczęście udało mi się przekonać wielu swoich klientów, żeby wycofali z tamtąd kasę. Innych też próbuje przekonać, bo kolejny kwartał pewnie nie będzie lepszy... Największe wady Opery są następujące: 1. Kwiatkowski zrobił w tym towarzystwie straszny bałagan. Zarządzający Opera FIZ zmieniają się praktycznie co kwartał. Kwiatkowski myśli, że jak wymieni zarządzających i ściągnie tych z niskimi cyferkami w licencji doradcy inwestycyjnego to w końcu wszystko zaskoczy. 2. Niestety problem opera FIZ jest inny. Oni nie mają potencjału, żeby być dobrym TFI jak jest bessa. Znają się na akcjach wyłącznie i to tylko jak akcje rosną. Zgodnie z moją wiedzą analitykami od rynków surowcowych i walutowych są osoby które jeszcze nie pokończyły studiów - zupełnie bez doświadczenia!. Opera stara się zajmować wszystkim - nawet Private Equity - na czym absolutnie, zupełnie się nie znają!!! 3. Kwiatkowski wierzy w daytrading, ale niestety za każdym razem mocno na tym day tradingu dostaje po tyłku. Dodatkowo nie ma zupełnie od tego specjalistów i nie ma tego co się po angielsku nazywa "edge" przewagi, która dawałaby mu możliwość takiego daytradingu. 4. Z moich obserwacji wynika, że Kwiatkowski dał sobie w ostatnim czasie w związku z urodzeniem dziecka spokój z firmą i bardzo ją zaniedbał. Tomek Korab niestety nie ma potencjału do zarządzania... W poprzednim liście do inwestorów Maciej Kwiatkowski pisał, że będzie chronił kapitał i jeżeli to było chronienie kapitału to ja się pytam, co by się stało, gdyby grał agresywnie... (pytanie retoryczne) Podsumowując: Odrobienie strat, które poniosła opera w ciągu ostatniego 1,5 roku (spadek o ponad 70%) oznacza, że trzeba około 10 lat (dziesięciu lat) na odrobienie tego, a co dopiero na jakiś zarobek na zainwestowanych pieniądzach. Bardzo się będę dziwił jeżeli ktoś mu jeszcze zaufa... 2009/01/08 12:26:47
jesli kwiatkowski tak wierzy w daytrading ze faktyznie uprawia to na polskiej gieldzie to chyba nie warto powierzac mu pieniedzy. bo nie wiem skad wyciagnie takie edge, zeby pokryc koszty transakcyjne, ktore sa paronastokrotnie wyzsze niz na liffe
2009/01/08 12:31:55
Ja tam do nich nic nie mam, choć fakt że troszkę ostatnio dali ciałka 16 % na aviście za 9 miesciety -no to jalkoś przebiedole
2009/01/08 12:49:06
tak poza tym do pewnego momentu i to dość długo trzymali się dzielnie nie abym ich bronił, fakty śa faktami
2009/01/09 13:55:50
Nie łączą mnie z Operą, czy też z p. Kwiatkowskim żadne związki biznesowe ani prywatne - występuję tutaj jako bezstronny obserwator...wpadka rzeczywiście się wydarzyła i klienci mogą czuc się rozczarowani, ale z drugiej strony trzeba przyznac, że p. Kwiatkowski potrafił wziąc całą sytuację...na klatę i przyznac się do porażki. To w/g mnie nowa jakośc na naszym rynku, bowiem... bessa już trochę gości nad Wisłą i jakie wypowiedzi/komentarze czytacie chocby z TFI??? - praktycznie każdy prezes twierdzi broniąc się, że chodzi w tym wszystkim o inwestowanie długoterminowe, zgoda.... tylko czy ktos z Was jednocześnie przeczytał jakiś komunikat, żeby ten albo inny prezes, który szefuje TFI nabył jednostki tego czy innego funduszu za powiedzmy 1 mln pln czy więcej??? - jakoś cisza w tym temacie... Artur.S. 2009/01/12 10:25:05
Piętą achillesową polskiego rynku funduszy inwestycyjnych jest brak zarządzania ryzykiem. Zarządzający koncentrują się na wyborze rynków i instrumentów, a niewdzięczną działkę kontroli ryzyka traktują po macoszemu.
Mówię to z punktu widzenia risk managera, pracującego obecnie w banku, a mającego kilkuletnie doświadczenie w pracy w asset management i tfi - zarządzanie ryzykiem sprowadza się najczęściej do kontroli wymaganych przez ustawę limitów koncentracji. Takie osoby jak jak nie mają co robić w polskich funduszach, bowiem zarządy lekceważą kwestie ryzyka - "jak będą dobre wyniki to będzie ok". W przypadku Opery, osoba które miała choć troszkę kwantyfikować ryzyko była traktowana jako swego rodzaju przeszkadzają, no bo przecież zarządzający są nieomylni i risk manager tylko utrudnia życie. Tak więc mają to co chcieli - arogancja i bufonada jest ZAWSZE karana przez rynek. I jesli nie wyciągną wniosków z tej historii, a z listu wynika, że pan Kwiatkowski nie dostrzega problemu po stronie zarządzania ryzykiem, to po okresie dobrej koniunktury (teraz będą czujniejsi) sytuacja się powtórzy (jak wróci overconfidence). Opera nie jest odosobniona ze swoimi problemami odnośnie zarządzania ryzykiem, cała branża (i klienci) cierpi na tę słabość. 2009/01/13 08:31:45
@bursztynowe
Ja uwazam, ze u nas w ogole nie ma profesjpnalnych działow zarzdzania ryzykiem. Nie bylo jakies 8 lat temu, gdy bezposrednio to widzialem (a raczej nie widzialem). i nie ma dzis, co mozna wywnioskowac wrost z wypowiedzi, czy takich wlasnie listow |