Komentarze nie tylko giełdowe eksperta DM BOS Grzegorza Zalewskiego
Grzegorz Zalewski
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze | O autorze
RSS
poniedziałek, 08 maja 2017

Przez kilka lat wynajmowałem mieszkanie w Warszawie. Co miesiąc spotykałem się z właścicielem, którym był niesłychanie sympatyczny i inteligentny profesor Politechniki Warszawskiej. Zwykle rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Czasami profesor powtarzał te same rzeczy, o których już rozmawialiśmy. Jakieś anegdotki, czy historie. Ale przecież zdarza się to każdemu. Spotykamy się z ludźmi co jakiś czas i w rozmowie opowiadamy te same rzeczy, co kiedyś nie do końca pamiętając, że już o tym mówiliśmy. Po pewnym czasie „obowiązki” profesora przejęła jego żona. Wyjaśniła, że niestety mąż ma początki choroby Alzheimera. Spotykaliśmy się ze sobą jeszcze jakiś czas po tym, gdy przestałem już być najemcą. To w jaki sposób postępuje choroba było przerażające. Ucieczki z domu, brak krytycyzmu, całkowite oderwanie od rzeczywistości. W okresie, gdy jeszcze profesor zajmował się rozliczeniami mógł być fantastyczną ofiarą oszustów.

czwartek, 16 lutego 2017

Wciąż pracuje mimo 86 roku życia. Śniadanie – cola z frytkami. Czasem lody. Na obiad hamburger lub stek. Żadnych warzyw i do tego druga puszka coli. Wiśniowej. W ciągu dnia jeszcze jakiś deser i jeszcze cola.

Pensja niezmieniona od 25 lat (ok. 100 000 dolarów rocznie). Ceremonia ślubna w mieszkaniu córki, trwająca około piętnastu minut. Poważna kontrola wydatków, unikanie kart kredytowych i wyjątkowo oszczędny tryb życia. Ten sam skromny dom od 1958 roku. Jeszcze trzy lata temu jeździ ośmioletnim Cadillakiem. Korzysta z usług fryzjera, którego zakład zlokalizowany jest w tym samym budynku co jego biura (i płaci 18 dolarów za wizytę).

 

wtorek, 31 stycznia 2017

Zmierzmy się z pewnym problemem. Mamy w portfelu akcje spółki, która nie chce rosnąć. Podaje coraz lepsze wyniki, ale mimo to jej kurs spada. Poza wściekłością i rzucaniem oskarżeń na wszystkich dookoła, że są idiotami i nie widzą tego co my widzimy, będziemy próbować przekonywać siebie samych, że to wciąż dobra decyzja.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Wzrost na rynkach kapitałowych to słowo odmieniane przez wszystkie przypadki i łączone w przeróżnych kombinacjach. Wzrost gospodarczy, wzrost wartości dla akcjonariuszy, wzrost dywidendy, wzrost rentowności i dziesiątki innych.

Analitycy oczekują wzrostu, inwestorzy oczekują wzrostu, ekonomiści również. Oczywiście, gdzieś intuicyjnie czujemy, że nie da się rosnąć w nieskończoność, dlatego przy okazji kryzysów, załamań i krachów wcześniej czy później padną słowa, że z każdego kryzysu może zrodzić się coś lepszego. [more]

Firmy inwestują, przejmują mniejszych graczy, świat opanowany jest przez gigantyczne korporacje, składające się z setek podmiotów i marek. Jako inwestorzy oczekujemy, że wzrost będzie trwały, koszty będą obniżane, zaś sprzedaż będzie cały czas rosła.

A jako klienci? Odnoszę wrażenie, że wiele osób poszukuje oryginalności i inności. Chcieliby stołować się małych sympatycznych rodzinnych knajpkach, a nie w sieciowych molochach. Kupować rzeczy robione na zamówienie lub w limitowanych edycjach. Starają się przestrzegać diety, prowadzą zdrowy tryb życia, uprawiają sporty (często mało popularne lub kosztowne). Takich rzeczy poszukują między innymi osoby, o ponadprzeciętnym dochodzie. Na przykład ludzie związani z rynkami finansowymi.

Jestem w stanie sobie wyobrazić hipotetycznego analityka dużej instytucji finansowej, który po napisaniu raportu o spółce produkującej na przykład nie najlepszej jakości makaron dla dyskontów sieciowych idzie do restauracji i zamawia danie z ręcznie robionymi tortellini, gdzieś we włoskiej manufakturze. Zasadniczo unikając pośledniejszych marek. Ten sam analityk może podczas spotkania z zarządem spółki, oczekiwać odpowiedzi na pytanie: „jak zamierzacie zwiększyć sprzedaż” oraz „czy nie moglibyście użyć innej mąki (czytaj: gorszej jakości), żeby obniżyć koszty?”

To będzie dotyczyło wielu koncernów produkujących żywność. Zwłaszcza tę wysoko przetworzoną. Koszty w dół, zyski w górę. Trzeba dodać do produktu więcej cukru, bo to wzmocni sprzedaż – dodajmy. Trzeba obniżyć koszty, zamieńmy cukier na syrop glukozowo-fruktozowy – zróbmy to. Jak poradzimy sobie z kampaniami przeciwko śmieciowemu jedzeniu i epidemii otyłości? Och, to proste. Zrobimy kampanie, że sport jest ważny! I zmniejszymy opakowania. Z badań i praktyki wynika, że wzrośnie wtedy sprzedaż również podstawowego produktu. Przecież ludzie mają wolną wolę, sami powinni decydować.

Pracując od dwudziestu lat na rynku finansowym, z tego większość czasu koncentrując się na instrumentach pochodnych oraz – czego nigdy nie ukrywałem – zajmując się spekulacją wiele razy słyszałem argumenty, że spekulacja to zło, a derywaty niczego nie produkują. Zwykle w takich sytuacjach starałem się pytać rozmówcę, w jakiej branży pracuje? Nie jest trudno wykazać, w świecie współczesnym, że dowolna branża produkuje absolutnie niepotrzebne produkty, których jedynym celem jest wzrost zysków przedsiębiorstwa. Oczywiście usłyszymy slogany o odkrywaniu potrzeb klienta, zaspokajaniu ich wygody. Ale to wszystko banały. Akceptując współczesny świat, tendencję do konsumpcjonizmu (nadmiernego) nie możemy się obrażać na to, że spekuluje się papierami wartościowymi. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że to się wymknęło spod kontroli, że wartość obrotu pochodnymi jest wielokrotnie wyższa, niż majątki poszczególnych państw, że pieniądze rządzą światem. No cóż. Tak jest. Niemal w każdej dziedzinie.

Jestem właśnie po lekturze książki Cukier, sól, tłuszcz, Michaela Mossa opisującej współczesny biznes spożywczy. Autor bez zadęcia ideologicznego opisuje historię znanych nam koncernów, których marki są wszędzie dookoła – Nestle, CocaCola, Kraft, Philip Morris i wiele innych. Opisuje historię powstawania różnych produktów, które dziś dominują w kuchni nie tylko amerykańskiej, ale również europejskiej. Niesłychanie ciekawa jest między innym historia płatków Kellog’s, których twórca był przeciwnikiem stosowania cukru i soli, a tymczasem obecnie bywa tak, że w składzie niektórych płatków śniadaniowych cukier stanowi ponad 50 procent składu. Mamy tam rozmowy z przedstawicielami koncernów, którzy przez wiele lat produkowali wątpliwej jakości jedzenie, by na którymś etapie próbować coś zmieniać. To jednak okazywało się praktycznie niemożliwe.

Musiałem się z czegoś utrzymać, nie mogłem sobie pozwolić na luksus moralności. (Howard Moskowitz, pracujący dla Cadburry Schweppes).

Walka o zdrowego klienta jest walką przegraną. Firmy mają zwiększać zyski. A to można osiągnąć dodając jeszcze więcej soli, cukru i tłuszczu. Dodatkowo wykorzystując najnowsze badania z fizjologii i psychologii człowieka producenci tak łączą te składniki, żeby klient kupował więcej i częściej. Z jednej strony ogłoszą kampanię o wsparciu walki z otyłością w krajach, w których głośno się o tym mówi, z drugiej zacierają ręce na wieść o tym, że właśnie udało się otworzyć pierwszą fabrykę w Indiach. Oczywiście w tych „nowych przyczółkach” nie będzie początkowo sprzedawana – lepsza, zdrowsza żywność, tylko ta gorszej jakości.

W batalii klient kontra akcjonariusz, ten pierwszy jest przegrany. Na ten problem zwraca często uwagę również John C. Bogle (między innymi w książce Dość!)

Kilka miesięcy temu wspominałem o debacie dotyczącej naszej rodzimej branży finansowej. Tematem było przywrócenie zaufania do instytucji finansowych, które klienci utracili w konsekwencji sprzedaży różnego rodzaju nieprzejrzystych produktów (struktur, polis, itp.). Rozmawiano o etyce sprzedaży, o tym, że trzeba wyjść naprzeciw klientom. Nie padło ani razu proste zdanie – „żeby spełnić te oczekiwania powinniśmy pogodzić się z utratą części zysków.” Brutalne, ale tak właśnie to wygląda. Jeśli PKB, wzrost gospodarczy i zyski firm mają stać na pierwszym miejscu, to jakość produktów będzie się pogarszała. Musi być ich coraz więcej, coraz częściej kupowanych. To pułapka nie do rozwiązania.

Nieco więcej o samej książce na speculatio.pl.

18:11, zalewski.grzegorz
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2016

Po rozmontowaniu OFE po raz pierwszy, czyli umorzeniu obligacji na indywidualnych kontach emerytów (połowa zgromadzonych środków została przeniesiona do ZUS) Adam Stańczak kilkukrotnie pisał na łamach blogów, że nie należy mieć złudzeń co do tego, co stanie się z pozostałymi aktywami. To, kto będzie wówczas u steru władzy, nie ma większego znaczenia. Możliwość została otwarta.

czwartek, 24 listopada 2016

Kontynuuję wątek książek, które inspirują bądź inspirowały ludzi związanych z biznesem i rynkiem kapitałowym.

Dla osób z mojego pokolenia, nie będzie zaskoczeniem, że zwłaszcza młodzieńcze inspiracje będą się powtarzać, i być może będą bardzo podobne: Karol May i Winnetou, Zbigniew Nienacki i Pan Samochodzik, czy Alfred Szklarski i seria o Tomku Wilmowskim. Od czasu do czasu pojawi się Edward Stachura. Jednak pozostałe pozycje to już bardzo szeroki przekrój. Odkrywają powszechnie znane (lub nie) pasje, zainteresowania lub choćby sposób rozrywki.

Tym razem trzech prezesów. Witold Szczurek – Inforsys SA; Wojciech Narczyński – Power Media SA; Adam Maciejewski – były prezes GPW SA.

 

poniedziałek, 14 listopada 2016

Jestem od lat związany z książkami. Nie tylko biznesowo, ale również samym uwielbieniem dla czytania. Odkąd pisuję publicznie, starałem się na bieżąco przybliżać czytelnikom interesujących autorów, ciekawe książki, intrygujące inspiracje. Rzadko były to recenzje, tak jak się o nich zazwyczaj myśli, jako o ocenach lub krytycznej analizie. Najczęściej były to moje własne wrażenia.

środa, 09 listopada 2016

Każdorazowo, gdy na giełdach pojawia się jakiś gwałtowny, jednorazowy ruch, który daje się wyjaśnić aktywnością różnego rodzaju automatów transakcyjnych (traktowanych bardzo szeroko, od handlu programowanego, poprzez systemy transakcyjne, aż do HFT) rzesza obserwatorów domaga się ograniczeń, regulacji, wyeliminowania patologii i co tam da się jeszcze wymyślić.

Zachowanie rynków po niedawnych wynikach referendum w Wielkiej Brytanii (Brexit), dzisiejszych wyborach prezydenckich w USA sugeruje, że o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby ograniczenie możliwości dokonywania wyborów przez ludzi. Byłaby szansa na znacznie większy spokój na rynkach.

czwartek, 03 listopada 2016

Ocena techniczna wykresu leży zawsze w oku obserwatora. To podstawowa prawda. Oczywiście analiza techniczna ma kilka założeń dotyczących kształtu formacji oraz PRAWDOPODOBNEGO kierunku wybicia, jednak należy pamiętać, że owe prawdopodobieństwa często są wyłącznie powtarzanymi od lat stwierdzeniami, bez faktycznej i systematycznej weryfikacji. Ot choćby takiej, jaką w swoich książkach robi T. Bulkowski. Można mieć zastrzeżenia czasem do jego metodologii, ale faktem jest, że próbuje zweryfikować skuteczność formacji. Na naszym rynku takiej próby w odniesieniu do formacji świecowych podjął się choćby Jerzy Lempart (Leksykon formacji świecowych).

czwartek, 27 października 2016

Romantyczna wizja spekulanta, który jest pełen przeczuć, intuicji, szóstych zmysłów jest bardzo pociągająca. Szczególnie jeśli nie do końca wiemy na czym polega nasza strategia. Brak zdefiniowanych kryteriów może kończyć się tym, że nazwiemy się graczem intuicyjnym, a w rzeczywistości jesteśmy co najwyżej graczem impulsowym. Reagujemy jak ameba na różne bodźce i impulsy, bez większej refleksji. Zaświeci się coś na ekranie – kupujemy. Albo sprzedajemy. W zależności od tego, co pojawiło się właśnie w naszej głowie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21